Przelotne Marzenie nr. dwa tysiące sześćset jeden.

Słońce mocno swieci na dworze. Kusi piękną pogodą. Niestety – gdy wyjdziesz poczujesz mroźny powiew zimy. Patrząc tak przez głowe przeleciało mi Przelotne Marzenie nr. dwa tysiące sześćset jeden. Lato, piękna pogoda. Ja(chuda – hahahah niedoczekanie) w ta piękną letnią pogode przechadzam sie po lesie z jakimś chłopakiem(hahahah – jeszcze wieksze niedoczekanie).

Trzaskają drzwi i do samochodu wsiada dziadek, a mnie oświetla słonce. Myśląc o tym Przelotnym Marzeniu przypomnia się moja ostatnia myśl. Jeszcze pięc lat temu byłam głupim dzieckiem które bujało sie w tym buraku, Kubie. A za pieć lat bedę miała… 18 lat! Wow, wydaje się odległe a jest tak bliskie… A teraz? Trzynastolatka nie wiedząca o co jej chodzi. Raz chce mieć 6 lat, zeby wszystko znów było takie proste. Pozniej – marzy mi sie piekna miłość… Typu przystojny chłopak ktory cię kocha, a ty kochasz jego. Do niektórych marzeń sie nie przyznaje, do innych – tak. Taka odmienna – chce komuś krzyknać coś w twarz a jednak tłumie uczucia, i nic nie mówie… Nie płacze, aż w pewnym momencie wybuch, i to przy zwykłej sprzeczce! I jeszcze to jedno mało możliwe marzenie – przeżyć tak piekna przygodę jak bohaterki z ksiązek( np.,, 7 malych blekitnych kopert", ,,Dzikie róże", ,,Nawiedzony dom")… Na razie pozostaje mi tylko życ marzeniami i przelewać moje uczucia na moje rysunki.

______________________________

Pozdrawiam ciepło. Mam nadzieje że was nie zanudziłam 😉

Czekam na wasze zdanie!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.